Na początku zastanawiałam się czy w ogóle warto się zapisywać. Gdzieś w głowie miałam takie myśli: „przecież czytam mnóstwo artykułów i innych rzeczy na temat ciąży, oglądam filmy dokumentalne na temat porodów … czy to warto ciągnąć M. i tracić czas na dodatkowe zajęcia, kiedy on i tak już jest bardzo zajęty?
Przecież i tak wszyscy mówią, że najważniejsza jest sama współpraca z położną, więc chyba poradzę sobie sama na podstawie tego, co już wiem!

Po pierwszym spotkaniu mogę powiedzieć, że warto jest zapisać się na takie zajęcia! Nawet jeśli ja „dużo” wiem, to robię to dla mojego męża, dam mu szansę wczuć w ciążę razem ze mną.

W naszym mieście mieliśmy dwie opcje. Mogliśmy wybrać przyszpitalną szkołę rodzenia „Bocian”, lub Centrum Przyjazne Rodzinie. Początkowo chcieliśmy zapisać się do przyszpitalnej szkoły. Naszą motywacją było to, że moglibyśmy wtedy poznać położne, które tam pracują i dokładnie obejrzeć szpital, w którym na początku chcieliśmy rodzić. Ale po kilkukrotnym przeglądnięciu serwisu http://www.gdzierodzic.info/ (możecie dowiedzieć się na nim, co dokładnie oferuje Wam konkretny szpital podczas porodu, jaki procent porodów stanowią porody przez cesarskie cięcie, czy z nacięciem krocza), przejrzeniu stosu opinii i wysłuchaniu doświadczeń moich znajomych odeszłam od pomysłu rodzenia w naszym powiatowym szpitalu. I tak wybór szkoły rodzenia stał się dla nas prosty, wybraliśmy Centrum. Po pierwsze oferują oni dużo więcej niż druga szkoła, organizują różne warsztaty dla mam, spotkania klubu mam, szafingi z ciuszkami i akcesoriami dla maluchów, od razu można wybrać tam położną która dzwoni do nas i interesuje się naszym stanem zdrowia, a kiedy już wrócimy ze szpitala odbywa ona u nas w domu do sześciu wizyt patronażowych. Przyszła mama ma możliwość wykonania u nich badań laboratoryjnych, dzięki temu nie musi stać w niebotycznych kolejkach w laboratorium, co bardzo przydaje się np. gdy robimy test obciążenia glukozą. Zajęcia prowadzone są w małych grupach, połączone z częściami praktycznymi. Centrum jest nastawione również na maluchy, posiadają szeroki zakres opieki nad noworodkami i niemowlakami. Ogólnie od kiedy tam się zapisałam czuję się taka … „zaopiekowana”. 🙂 Dodam jeszcze że szkoły o których mówię są bezpłatne, tak samo jak opieka położnej.

Do szkoły rodzenia musieliśmy zapisać się najpóźniej w 21 tygodniu, pierwsze zajęcia mieliśmy tydzień temu w środę. Czas takich zajęć to 1,5-2h w zależności od przerabianego tematu. Spotkania mamy co tydzień i będzie ich łącznie siedem. Na środowym spotkaniu poznaliśmy naszą prowadzącą, świetna kobieta z super doświadczeniem. Pracuje od wielu lat w Danii, odbiera porody m.in. na Grenandii, niektóre jej opowieści były dla nas takie … egzotyczne. Pomimo tego, że jest mocno zakorzeniona w innym kraju świetnie rozumie polskie realia, mentalność i sposób w jaki u nas podchodzi się do porodu.

Tematami rozmów były kosmetyki, ubrania, zachcianki, dieta i dolegliwości w czasie ciąży. Pani J. obaliła kilka mitów, które my, przyszłe mamy z zapałem wyszukiwałyśmy w internecie i wprowadzałyśmy w życie (co teraz uważam za głupotę i dziś zjadłam pierwszą od sześciu miesięcy kanapkę z serem „pseudo pleśniowym”). Atmosera na zajęciach była bardzo pozytywna, nie było pytania, które pozostałoby bez odpowiedzi. Zostałam utwierdzona w tym, że decyzja o zmianie pielęgnacji mojego ciała na pielęgnację naturalnymi kosmetykami była jak najbardziej słuszna. Dostałyśmy namiary do wielu sklepów, oraz różne gadżety, a ja z racji tego że jestem ogromną sroką cieszyłam się z tych duperelek jak dziecko! 🙂 Tym czasem już jutro kolejne zajęcia.

gadzety

Pozdrawiam A.

A czy Wy chodziłyście lub chodzicie na szkołę rodzenia, co sądzicie o tej formie przygotowania się do porodu i pierwszych chwil z maluszkiem?

Reklamy