Dziś kilka słów o chorobie, którą wykryto  u mnie podczas ciąży.

Widząc moje pierwsze ciążowe wyniki badań, na podstawie podwyższonego o ponad 100% jak na ciążę TSH (wartość tego hormonu powinna wynosić w ciąży do 2,5) kompetentny lekarz byłby w stanie na pierwszy rzut oka stwierdzić niedoczynność tarczycy.
W 12 tygodniu ciąży trafiliśmy do szpitala ze względu na bóle brzucha i skurcze, całą ciążową dokumentację pokazaliśmy lekarzowi, który nie wspomniał nic na temat tarczycy. Także wychodząc po kilku dniach ze szpitala nie byłam niczego świadoma, dokładnie tak samo jak w chwili kiedy do szpitala trafiłam. Nasz lekarz prowadzący przebywał na urlopie, więc wyniki przez dość długi czas pozostawały nierozszyfrowane. Nie martwiliśmy się zbytnio długą przerwą w kontakcie z lekarzem, bo przecież w szpitalu widzieli wyniki i nic na ich temat nie powiedzieli. Przyszedł czas na wyczekiwaną wizytę kontrolną u ginekologa, cieszyliśmy się z niej jak z każdej innej, bo w końcu mieliśmy zobaczyć nasze maleństwo! Lekarz, jak zwykle przywitał się z nami, wypytał o standardowe rzeczy, przejrzał wypis ze szpitala i spojrzał na wyniki ….. od razu powiedział nam o co chodzi, wypisał receptę na leki, zlecił dodatkowe badania, dał namiary na Endokrynologa i zaznaczył, że trzeba działać szybko, aby nie przytrafiły się żadne komplikacje (upośledzenie psycho-fizyczne u dziecka, zaburzenia oddechowe, problemy z nauką, wady układu kostnego, przedwczesne odklejanie się łożyska, krwawienie poporodowe, poronienie). Po powrocie do domu nie czekaliśmy długo na telefon, od razu zadzwoniliśmy do endokrynologa. Po przedstawieniu sytuacji lekarz umówił nas na drugi dzień na wizytę i poprosił o dodatkowe badania. Zdenerwowani czekaliśmy na wizytę, chyba jeszcze nigdy nie dłużyło mi się tak czekanie u lekarza. Wizyta wyglądała tak: najpierw pytania co do przebiegu ciąży, pytania co do objawów, które mam z powodu niedoczynności tarczycy i tutaj było najciężej określić, dlatego, że choroba pokrywała się w czasie z objawami ciążowymi i przypisywałam wszystko ciąży. Po rozmowie przyszedł czas na USG i postawienie diagnozy. Po pierwsze lekarz uspokoił nas, że dziecko czerpało z moich zapasów hormonów tyroksyny i trójjodotyroniny (FT4 i FT3), które na tamtą chwilę były już wyczerpane, ale jeszcze nie spadły poniżej minimalnej granicy, po drugie stwierdził u mnie niedoczynność tarczycy i chorobę Hashimoto. Tak więc teraz jesteśmy w stałym kontakcie telefonicznym z endokrynologiem i co 4 tygodnie kontrolujemy poziom TSH. Na stałe biorę również tabletki Euthyrox i jesteśmy dobrej myśli. Musi być dobrze! Jedyna rzecz która nas zabolała, to milczenie lekarzy w szpitalu, gdyby powiedzieli nam coś o nieprawidłowości w wynikach, to na pewno moglibyśmy szybciej zareagować i nasz stres związany z chorobą i zdrowiem naszego dziecka  byłby mniejszy!

Pozdrawiam Was ciepło A.

P.S.

Więcej na temat niedoczynności tarczycy w ciąży możecie przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Reklamy